80 lat „Nice-Matin”: Charles Guerrin wstrząśnięty wiatrem historii
W historii Nice-Matin Charles Guerrin zajmuje wyjątkowe miejsce. Jego znaczenie jest odwrotnie proporcjonalne do liczby raportów, które podpisał. Dziennikarz wyrobił sobie markę za kulisami, działając w związkach zawodowych, na czele sekcji Lazurowego Wybrzeża SNJ (1). Zaangażowanie to zostało opłacone wysoką ceną. Odłożony na półkę pod koniec lat sześćdziesiątych, musiał czekać trzy dekady, aby docenić swoją prawdziwą wartość. Jego fascynujące zwierzenia przywołują czasy, których osoby poniżej pięćdziesiątki nie mogą znać... i które czasami trudno im sobie wyobrazić.
Urodziłeś się w niezwykłej rodzinie...
...I w bardzo szczególnym kontekście! [Śmieje się] Urodziłem się w 1943 roku jako dziewiąte dziecko w rodzinie bojowników ruchu oporu. Moja matka bała się myszy, ale przeciwstawiła się Gestapo. Mój ojciec, Aymé Guerrin, był dziennikarzem. Jako szef grupy Vercingétorix, w grudniu 1941 roku opublikował tajny biuletyn La Chaîne française . W czerwcu 1944 roku został mianowany redaktorem naczelnym gazety France Libre . W tej roli został przyjęty przez Charles'a de Gaulle'a 29 sierpnia 1944 roku, wraz z innymi przywódcami tajnej prasy. Nigdy nie poznałem dokładnej relacji między de Gaulle'em a moim ojcem, ale musiała być dość bliska, ponieważ generał był moim ojcem chrzestnym! We wrześniu 1948 roku zaprosił nas na lunch do La Boisserie w Colombey-les-Deux-Eglises. Wydarzenie, z którego mam podpisane zdjęcie... ale, niestety, nie pamiętam go.
Czy zostanie dziennikarzem było pójściem w ślady ojca?
Niezupełnie. Prawda jest taka, że przed ukończeniem studiów nie miałem jasnego pomysłu, co chcę robić. Jedyne, co mnie wówczas interesowało, to teatr! Zacząłem studiować prawo bez przekonania. Potem przeniosłem się na ekonomię, gdzie strasznie się nudziłem… Poszedłem na studia przygotowawcze, aby przygotować się do dyplomu z filozofii, którego nigdy nie uzyskałem. Zmęczony walką, napędzany palącą chęcią niezależności, zapukałem do drzwi Nice-Matin . Redaktor naczelny, Georges Mars, zaproponował mi pracę w dziale telewizyjnym L'Espoir , wieczornego wydania gazety. Tak zacząłem, jako wolny strzelec (2), w listopadzie 1963 roku.
Kiedy dołączyłeś do zespołu redakcyjnego?
W lutym 1964 roku, dość szybko, powierzono mi lokalną politykę, którą relacjonowałem wraz ze znakomitym reporterem Jeanem-Claude'em Vérotsem i Maurice'em Huleu. Zaprzyjaźniłem się z Angelo Rinaldim [przyszłym pisarzem, członkiem Akademii Francuskiej, przyp. red.] , wybitnym pisarzem, który był traktowany dość źle przez kierownictwo.
A w Twoim przypadku tak nie było?
Och, miałem wtedy dobrą prasę. [Śmieje się] Reprezentowałem nawet szefa gazety, Michela Bavastro, na lunchu zorganizowanym przez jego arcywroga, Jacques'a Médecina. Wszystko to poszło z dymem, kiedy wróciłem ze służby wojskowej w środę, 1 maja 1968 roku.
Czy wracasz w trakcie „rewolucji”?
Tak! „Wydarzenia” miały miejsce, gdy „Nice-Matin” po raz pierwszy znalazł się w sytuacji monopolistycznej w Alpach Nadmorskich – „Le Patriote quotidien” przestał ukazywać się w 1967 roku. Codziennie przed siedzibą gazety przy Avenue Jean-Médecin przechodziły marsze CGT, zabezpieczane przez… naszych pracowników CGT! Taka była umowa: żadnych strajków ani utrudniania publikacji, pod warunkiem, że demonstracje zostaną zareklamowane. Ale redakcja, wówczas niedopłacana, nie była odporna na ruchy, które podpalały kraj. Michel Bavastro zgodził się z nami spotkać. Podczas naszej rozmowy usłyszeliśmy groźny hałas z ulicy, który wygwizdywał imię szefa. „Staruszek” zamknął okna. Wrócił do nas, wyraźnie zdenerwowany. Chyba się przestraszył. I przyznał znaczne podwyżki – nawet o 50% dla najniższych pensji! Był 27 lub 28 maja…
Tuż przed tym, jak De Gaulle odzyskał przewagę po powrocie z Baden-Baden?
Dokładnie! W ciągu kilku dni mieliśmy kłopoty... Po drugie, próbowaliśmy zmienić skrajnie prawicową linię redakcyjną. Stary wyga w redakcji, Albert Modini, krzyknął do Bavastro: „Każesz nam się sprężyć, a ty nam odcinasz jaja!”. [Śmieje się] Szef nie ustąpił. To, że ktoś inny niż on mógłby mieć kontrolę nad tym, co jest publikowane, a co nie, było niewyobrażalne!
A ty byłeś "ukryty"?
Tak. W lipcu 1968 roku zostałem przeniesiony – w ciągu 48 godzin i oczywiście bez mojej zgody – do sekretariatu redakcyjnego regionu Alpes-Maritimes, na stanowisko stacjonarne, na którym nie miałem już możliwości pisania. W marcu 1969 roku zostałem przydzielony do działu informacji ogólnej, a w listopadzie 1973 roku dołączyłem do zespołu „L'Espoir Hebdo” , wówczas oddziału w Nicei. To właśnie w tym momencie, w 1974 roku, sytuacja ponownie stała się napięta…
Co się stało?
W kwietniu 1974 roku dziennikarze rozpoczęli czterodniowy strajk, który oznaczał koniec „sześciodniowego tygodnia pracy”. Do tego czasu redaktorzy i fotografowie Nice-Matin pracowali sześć dni w tygodniu przez cały rok, z wyjątkiem świąt! Ten incydent wywołał falę przeniesień i sankcji, a postępowania karne trwały do 1990 roku. To sprawiło, że w latach 1986–1998 byłem „przyklejony” do „General Information”.
Mimo to zakończył Pan karierę dyrektora prawnego?
Tak. Dzięki Michelowi Comboulowi, który przejął stery gazety po śmierci Gérarda Bavastro i sprzedaży tytułu grupie Lagardère. Zrezygnowałem z kariery dziennikarskiej aż do przejścia na emeryturę w 2004 roku. Potraktowałem to ostatnie stanowisko jako wyzwanie; mówiłem, jak mało interesowało mnie prawo, gdy byłem młodszy… Ale ostatecznie dałem się w to wciągnąć.
Gdybyś miał podsumować swoje czterdzieści lat w Nice-Matin ?
Pracowałem z wyjątkowymi profesjonalistami, z wzorową rzetelnością. I nauczyłem się, że wolność to walka, której nigdy nie da się definitywnie wygrać.
1. SNJ: Krajowy Związek Dziennikarzy. 2. Wynagrodzenie dziennikarzy za artykuł.
Var-Matin